O.K.

Łukasz Niesiołowski-Spano: zmyślona niebiblijna historia Izraela (recenzja)

dodane: 2023-09-04
0
Łukasz Niesiołowski-Spano: zmyślona niebiblijna historia Izraela (recenzja)
Recenzja książki Łukasza Niesiołowskiego-Spano i Krystyny Stebnickiej: Historia Żydów w starożytności: od Thotmesa do Mahometa.

Łukasz Niesiołowski-Spano & Krystyna Stebnicka, „Historia Żydów w starożytności: od Thotmesa do Mahometa”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2020

Łukasz Niesiołowski-Spano, osoba i poglądy:

Dr hab. Łukasz Niesiołowski-Spano (biografia na Wikipedii) jest polskim historykiem starożytności, obecnie dziekanem Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Z racji pełnionej funkcji zajmuje się obecnie, jak mniemam, zapewne głównie użeraniem się z wiecznie kombinującymi studentami i całą tą uczelniano-administracyjną biurokracją, zwolnieniami, urlopami, przedłużaniem terminów zaliczeń itp. Wypowiadał się on także często w dyskusji nad reformą całego tego pełnego patologii systemu studiów doktoranckich. Oprócz zajmowania się kwestiami specyficznego świata akademickiego, jest on również uznawany za specjalistę od Starego Testamentu. Napisał oraz redagował kilka książek w tej dziedzinie i jest czołowym przedstawicielem w Polsce tzw. biblijnego minimalizmu, jeśli chodzi o historyczną wiarygodność Starego Testamentu.

Dla przypomnienia, w dyskusji nad wiarygodnością biblijnych relacji Starego Testamentu wykształciły się dwa zasadnicze kierunki: minimaliści i maksymaliści. Minimaliści uważają, że narracje biblijne mają minimalną wiarygodność historyczną, o ile nie są one potwierdzone przez zewnętrzne źródła, należy je traktować jako zbiór legend i baśni. Maksymaliści odwrotnie, uważają, że relacjom biblijnym można maksymalnie zaufać, na tyle, na ile tylko się da, tzn. jeśli Biblia o czymś pisze, to, o ile nie jest to jawnie i w sposób jednoznaczny zanegowane przez dane pozabiblijne, to należy tej biblijnej relacji zaufać. Debata między minimalistami i maksymalistami pozostaje nierozstrzygnięta i w gruncie rzeczy jest ona z zasady nierozstrzygalna, bo odnosi się do rzeczy niewiadomych, a pojęcia „minimum” i „maksimum”, w miarę nowych odkryć i postępów badań, ciągle się przesuwają.

W każdym razie Niesiołowski-Spano prezentuje właśnie podejście minimalistyczne, uważając, że znaczna część historii biblijnej jest niewiarygodna, opowieści o patriarchach, Abrahamie, Izaaku i Jakubie, o Mojżeszu i Wyjściu Izraelitów z Egiptu, o monarchii Dawida i Salomona itd., to późno zmyślone legendy. Swoje poglądy na ten temat (rzadko podzielane w Polsce, wciąż jeszcze w znacznym stopniu katolickim kraju) prezentuje on od lat szerokiej publiczności, w wywiadach, programach telewizyjnych, czy wykładach, w tym też tych dostępnych na YouTube. Posiadając tytuł naukowy, Niesiołowski-Spano stał się swego rodzaju guru dla wszelkiej maści rodzimych wojujących ateistów, którzy mogą się na niego powoływać jako na autorytet. Chcą w ten sposób udowadniać, że ich poglądy jakoby Biblia była jedynie zbiorem bajek, a religie żydowska i chrześcijańska oraz wiara w jedynego Boga to tylko wymysły małej grupki Semitów sprzed 2500 lat, stanowią niezbite fakty naukowe. Sam Niesiołowski-Spano w swoich publicznych wypowiedziach także w moim odczuciu stara się przedstawiać swoje poglądy jako rzekomo obiektywne fakty, podzielane przez ogół uczonych. Co wcale nie odpowiada prawdzie.

Wstęp do omawianej pozycji, motywacje, ogólny układ książki i plan recenzji:

Przystępując do polemiki z Niesiołowskim-Spano, na temat wiarygodności Starego Testamentu spośród wielu jego publikacji wybrałem książkę, jaką napisał on z inną historyk starożytności z Uniwersytetu Warszawskiego, dr hab. Krystyną Stebnicką, „Historia Żydów w starożytności: od Thotmesa do Mahometa”. Jest to podręcznik akademicki stanowiący wprowadzenie do tytułowej tematyki. Czyli innymi słowy, swoisty środek indoktrynacji, mający za zadanie wbić do głowy studentom jedynie słuszny punkt widzenia wykładowców, z którego znajomości będą później ci studenci rozliczani na egzaminie… Lecz uważam, że jako podręcznik, stanowi on wygodną i w miarę zwięzłą syntezę ogólnych poglądów autorów. Dlatego moja krytyczna recenzja tej pozycji może stanowić podstawę do ewentualnie kolejnych polemik na bardziej szczegółowe tematy.

Jak to podręcznik, książka nie zawiera dokładnych przypisów, referencji do specjalistycznych prac, uzasadniających każde jedno poszczególne twierdzenie. Ale na końcu każdego rozdziału jest spis najważniejszej literatury. Wewnątrz zaś poszczególnych rozdziałów mamy wydzielone ramki, prezentujące poza głównym tekstem konkretne specyficzne zagadnienia, np. omówienie istotnych artefaktów, wyników badań archeologicznych, czasem zaś wybór tekstów źródłowych.

Książka podzielona jest na dwie części, napisane przez obydwu autorów. Część pierwsza, napisana przez Niesiołowskiego-Spano poświęcona jest historii Izraela od czasów najdawniejszych do podporządkowania sobie Judei przez Rzymian w I w. p.n.e., kilkadziesiąt lat przed narodzinami Chrystusa. Jest to okres odpowiadający historii Starego Testamentu. Część druga, napisana przez Stebnicką, kontynuuje historię Żydów i Palestyny od podboju rzymskiego, aż do nadejścia Arabów w VII w. n.e. W tej recenzji będzie nas interesować głównie część pierwsza, czyli omówimy poglądy Niesiołowskiego-Spano na wiarygodność historyczną Starego Testamentu i powstanie monoteistycznego judaizmu. Natomiast część drugą Stebnickiej, jako że opisuje ona późniejszy okres i nie jest z punktu widzenia apologetyki chrześcijańskiej specjalnie kontrowersyjna, omówimy dość pobieżnie.

Plan jest taki. Część pierwsza Niesiołowskiego-Spano podzielona jest na cztery dość obszerne rozdziały odpowiadające czterem kolejnym etapom historii biblijnego Izraela. Omawiają one bardzo wiele konkretnych zagadnień, tak na podstawie danych biblijnych, jak i pozabiblijnych relacji i archeologii. Ponieważ tych zagadnień jest tak wiele, nie ma szans, by je wszystkie szczegółowo omówić w tej recenzji. Dlatego zdecydowałem się na takie oto postępowanie. Po omówieniu wprowadzenia autorów do książki, omówienie każdego z czterech rozdziałów Części I będzie składać się z dwóch sekcji. Najpierw będzie sekcja Poruszone w tym rozdziale zagadnienia, gdzie podam listę tematów, które omawia w danym rozdziale Niesiołowski-Spano, z ewentualnie moimi krótkimi uwagami w przypadku bardziej buńczucznych lub istotnych twierdzeń. Następnie będzie druga sekcja Komentarz ogólny, gdzie odniosę się ogólnie do wizji historii Izraela w danej epoce, jaką prezentuje Niesiołowski-Spano i przedstawię propozycje mojej alternatywnej maksymalistycznej interpretacji, broniącej wiarygodności relacji biblijnych. Szkic ten być może w przyszłości posłuży za podstawę do bardziej szczegółowych polemik na konkretne zagadnienia. Po omówieniu Części I krótko omówię Część II Stebnickiej. A następnie nastąpi końcowe Podsumowanie całej książki duetu Niesiołowski-Spano & Stebnicka i ogólne refleksje po lekturze.

 

Omówienie zawartości recenzowanej książki

 

We Wprowadzeniu autorzy omawiają podstawowe kwestie, m.in. dlaczego wybrali takie, a nie inne ramy czasowe (ze względu na związki historii Żydów z historią powszechną; faraon Thotmes III panujący w XV w. p.n.e. utwierdził dominację Egiptu nad Palestyną, a Mahomet zapoczątkował pochód islamu, który zdominował cały Bliski Wschód). Mamy też uwagi autorów do obu części książki. W uwagach do pierwszej części Niesiołowski-Spano wypisuje standardowe twierdzenia o tym, że do podstawowego źródła, czyli tekstu biblijnego, należy podchodzić krytycznie. Staraliśmy się, by narracja i struktura książki -w jej części pokrywającej się z tzw. biblijnym Izraelem -nie wynikała z opowieści biblijnej (str.12). Oj staraliście się…! Priorytet daliśmy tu rekonstrukcji historycznej będącej wynikiem oceny wielu różnych źródeł (następne zdanie tamże). Chyba raczej własnych uprzedzeń… ale o tym dalej! Niesiołowski-Spano wyróżnił szarym tłem fragmenty książki, w których rekonstrukcja wydarzeń opiera się tylko na relacji biblijnej. Jakby było to coś gorszego... Co ciekawe, Niesiołowski-Spano podaje cytaty biblijne w tłumaczeniu protestanckiej Biblii Warszawskiej, natomiast relacji, które znamy tylko z deuterokanonicznych Ksiąg Machabejskich, nie umieszcza na szarym tle (jakby, podobnie jak protestanci, nie uważał ich za część Biblii).

W ramce „Stary Testament jako źródło historyczne: zmiany paradygmatu badawczego” mamy krótki opis, jak stopniowo odchodzono od bronienia historyczności Starego Testamentu. Uwagi do drugiej części Stebnickiej ograniczają się właściwie do spraw organizacji tekstu.

Co interesujące, Niesiołowski-Spano, niemal nigdy nie posługuje się słowem „Bóg” pisanym wielką literą! Zawsze mamy odniesienia do „boga” małą literą, w rozumieniu politeistycznego bóstwa, jakim rzekomo wg Niesiołowskiego-Spano miał być Jahwe dla biblijnych Izraelitów. Jedynie dwa razy pod koniec Części I mamy „Bóg” dużą literą, raz na początku zdania (str. 268), drugi raz w nawiasie jako uzupełnienie kontekstu w tłumaczeniu fragmentu księgi z Qumran (str. 271). Stebnicka nie ma problemu, by pisać „Bóg” wielką literą, choć rzadko ma okazję tego słowa używać.

 

 

 

Część I: Kanaan, Izrael i Żydzi. Od epoki brązu do nadejścia Rzymian (Łukasz Niesiołowski-Spano)

 

Rozdział 1: Od Thotmesa do Szeszonqa: (XV -X w.). Kanaan w późnej epoce brązu i wczesnej epoce żelaza.

 

Poruszone w tym rozdziale zagadnienia:

Krótkie wprowadzenia o geografii i ludności Palestyny. Wykres szacunków populacji Palestyny od 1600 do 700 r. p.n.e. na podstawie obliczania liczby i rozmiarów punktów osadniczych (str. 23). Niesiołowski-Spano w przypisie sam przyznaje, że te szacunki są obarczone znacznym ryzykiem błędu. Opis pisma z II tysiąclecia p.n.e., a także trudności w identyfikowaniu poszczególnych grup ludności przez archeologię. Omówienie dominacji egipskiej nad Palestyną i modelu utrzymania tej dominacji. Model ten stanowiło kilka garnizonów wojsk Egiptu w kluczowych punktach, jednak większość terytorium utrzymywane było przez wielu lokalnych wasalnych władców. Egipt starał się sprawować kontrolę nad posiadłościami w Azji przy minimalnych nakładach (str. 27). Opis feudalnych stosunków panujących w Kanaanie. Opis gospodarki i wpływu zmian klimatu spadek populacji o 30-40 %. Egipskie przedmioty w Kanaanie i eksploatacja Kanaanu przez Egipt. Niewielka liczba żołnierzy egipskich w Kanaanie (str. 37). Miasta Kanaanu i religia, której nie jesteśmy w stanie odtworzyć ze względu na brak źródeł pisanych.

Omówienie korespondencji z egipskiego Tell el Amarna pisanej po akkadyjsku, wówczas lingua franca dyplomacji. Stosunki Egiptu z kaananejskimi wasalami. Bezpaństwowcy szasu i habiru atakujący państewka Kanaanu. Ich aktywność nie można wytłumaczyć jedynie klęskami nieurodzaju w wyniku zmian klimatu (str. 43). Omówienie Ugarit.

Zmiany osadnicze. Osadnictwo na wzgórzach w XIII w. z wykorzystaniem tarasowania zboczy pod uprawę. Nieznane relacje z mieszkańcami starych miast Kanaanu. Płaska, egalitarna struktura społeczna nowych osad. Charakterystyka etniczna mieszkańców tych osad: domy czteroizbowe, „dzbany z obręczą kołnieżową” (collared-rim jar) i brak kości świń. Niesiołowski-Spano wątpi by były to aspekty wyróżniające odrębną grupę etniczną. Opis Transjordanii.

Najstarsze wzmianki o Izraelu. Możliwa (acz niepewna) wzmianka na reliefie z czasów XVIII egipskiej dynastii z XIV w. Stela Merenptaha z ok. 1208 r. p.n.e.

Etnogeneza Izraela. Niesiołowski-Spano, uprawiając marną retorykę (szereg pytań retorycznych), próbuje wmawiać, że społeczność Izraela powstała w ten sam, a nie odmienny sposób od innych społeczności Palestyny. Nie ma więc powodu, dla którego w rekonstrukcji historycznej etnogenezy promowany miałby być scenariusz niezgodny z dominującymi prawidłowościami na tym obszarze. [...] Czy można zatem uzna, że na tym zróżnicowanym podłożu [społeczności kananejskich] narodziła się homogeniczna wspólnota funkcjonująca zgodnie z innymi prawami? (str. 55). Następnie wylicza on, ilu to rzeczy nie wiemy o domniemanej społeczności Izraela. I że brak jest przesłanek za tym, że ludność Izraela tworzyła jeden organizm polityczny, wykazywała cechy ludu koczowniczego (a nie osiadłego rolniczego), oraz że grupa ta wywodziła się zapewne głównie z lokalnej ludności Palestyny (str. 57).

Ramka „Historia, której nie było: patriarchowie, exodus, Jozue” (str. 59-60). Niesiołowski-Spano gada tam opowiastki, jak to opowieści o patriarchach będących koczownikami i pasterzami kontrastują z dominacją rolniczej ludności w Kanaanie. Twierdzi, że co do patriarchów, opowieści o nich są umieszczone w bezczasowych realiach i nie można zrekonstruować historii konkretnych ludzi. Jeśli chodzi o Wyjście, wprawdzie przyznaje, że Mojżesz oraz Hofni (1 Sm 1,3 ) i Pinchas (Wj 6,25) noszą egipskie imiona, lecz twierdzi, że archeologia nie potwierdza Wyjścia, choć niewielkie grupy nomadów mogły się osiedlać w Kanaanie. Księgę Jozuego uznaje on za ahistoryczną, skoncentrowaną na treści teologicznej, ponadto nie ma dowodu, że wszystkie miasta Kanaanu zostały zniszczone w tym samym czasie.

Dalej: migracje ludów. Pojawienie się Aramejczyków. Krótka ramka „Aramejskie korzenie Izraela?” o różnych spekulacjach na temat początków Izraela na podstawie wyrwanych z kontekstu wzmianek w Biblii. Opis inwazji tzw. Ludów Morza na przełomie XIII i XII w. p.n.e. Filistyni, ich ekspansja i prawdopodobne pochodzenie od nich nazwy rejonu - „Palestyna”. Niesiołowski-Spano usiłuje wmawiać, że Filistyni dominowali w Palestynie przez XI i X w. aż do inwazji Szeszonka w 925 r. p.n.e. Twierdzi też, że brak znalezisk ceramiki filistyńskiej na Pogórzu Efraima miałby dowodzić ubóstwa tego rejonu w tym okresie (gdzie wkrótce powstała monarchia Izraela).

Inskrypcje z XII-X w. p.n.e. Niesiołowski-Spano próbuje podważać znaczenie inskrypcji z Chirbet Quajefa, uzasadniając jednym zdaniem: hipotezy o związku tego zabytku (fortu i inskrypcji) z monarchią Dawida nie mają żadnego uzasadnienia (str. 70). Omówienie sytuacji wewnętrznej państw Kanaanu w tym okresie. Porównanie społeczeństwa na podstawie danych archeologicznych z opisami biblijnymi. Spekulacje o wywodzeniu się kultu Jahwe z pustyni Negew, na podstawie wzmianki w Pieśni Debory (Sdz 5,4), który to kult miały przynieść małe grupki z pustyni wtapiające się w lokalną kananejską ludność (str. 73).

Wyprawa faraona Szeszonka. Znaleziska inskrypcji oraz spekulacje co do przebiegu wyprawy i motywu działań faraona. Krótka ramka „Historia, której nie było: wielkie państwo Dawida i Salomona” (str. 76). Niesiołowski-Spano autorytatywnie stwierdza, że chociaż nie należy wątpić w historyczność Dawida, to jednak monarchia Izraela nie istniała, Palestyna była politycznie podzielona, nie istniał jeden centralny ośrodek, Jerozolima była malutka, opisy monarchii Dawida i Salomona są bajeczne lub odpowiadają późniejszej epoce.

 

Komentarz ogólny:

Niesiołowski-Spano wręcz dogmatycznie odrzuca historyczność opowieści o Exodusie Izraelitów z Egiptu pod wodzą Mojżesza oraz podboju Ziemi Obiecanej pod wodzą Jozuego. Tymczasem moim zdaniem, w jego całym wykładzie o społeczeństwie, ekonomii i kulturze Kanaanu epoki brązu, nie ma tak naprawdę NIC, co by przeczyło zasadniczej prawdziwości historii biblijnej o wędrówce Izraelitów z Egiptu w ciągu 40 lat przez pustynię, a następnie inwazji na Kanaan od wschodu. Oczywiście nie mamy żadnych ówczesnych pozabiblijnych relacji o Wyjściu, wędrówce Izraelitów i podboju Kanaanu (przynajmniej które można by jednoznacznie tak zinterpretować), ani (jednoznacznego) potwierdzenia archeologicznego. Ale to nie jest wcale nic szczególnego, raczej wprost przeciwnie, zupełna norma. Pod koniec epoki brązu ok. 1200 r. p.n.e. w całym basenie Morza Śródziemnego mamy do czynienia z masowymi ruchami migracyjnymi, upadkiem starych cywilizacji, najazdami Ludów Morza itp. I dokładnego przebiegu tych masowych migracji, które ludy, kiedy gdzie migrowały, jakie tereny zajmowały, które miasta kiedy podbijały i burzyły, też nie jesteśmy w stanie jednoznacznie odtworzyć. Jest to przedmiot wielu kontrowersji pośród uczonych. Na tym tle migracja pojedynczego narodu Izraela z Egiptu do Kanaanu to zaledwie drobny epizod.

Zagadnienie historyczności Wyjścia z Egiptu i podboju Kanaanu jest oczywiście niezmiernie skomplikowane i trudne, bo trzeba pogodzić wiele szczegółów relacji Biblii z tym, co wiemy z innych źródeł oraz przede wszystkim badań archeologicznych. Nie będę tego teraz szczegółowo rozważał. Dość powiedzieć, że istnieje na ten temat wiele hipotez i proponowanych rozwiązań. Nawet chronologia Wyjścia jest niejednoznaczna, bo wedle różnych teorii bywa ono datowane od XVI do XII w. p.n.e. Zależy to od wielu czynników, takich jak chronologia biblijna (często niejednoznaczna), identyfikacja faraona, który panował w Egipcie za czasów Wyjścia (Biblia nie podaje jego imienia), archeologiczne datowanie miast, które Izraelici mieli zdobyć i zburzyć w Kanaanie (w tym w szczególności niekończące się polemiki wokół archeologicznego datowania zniszczenia Jerycha) itd. Tylko że Niesiołowski-Spano, z góry zbywając możliwość historyczności Exodusu, w ogóle się tymi zagadnieniami nie zajmuje!

Tymczasem zobaczmy, co mamy. Z pozabiblijnych źródeł historycznych o Izraelu w tym okresie mamy zaledwie jedną, może dwie egipskie inskrypcje. Stela Merenptaha z ok. 1208 r. p.n.e. jest powszechnie uznawana za najstarsze pozabiblijne świadectwo o Izraelu. Ale jedyne co ona mówi, to wymienia Izrael pośród innych wyniszczonych wrogów Egiptu. Poza tą pojedynczą inskrypcją nie mamy żadnej innej pewnej egipskiej wzmianki o Izraelu! Nie mamy więc tak naprawdę pojęcia, jak układały się relacje pomiędzy Egiptem a Izraelem, dlaczego Izrael jest wymieniony wśród wrogów Egiptu, jaka była jego wcześniejsza i późniejsza historia (bo wzmiankę o całkowitym wyniszczeniu, „braku nasienia”, oczywiście należy uznać za przesadzoną). Nie można na tej podstawie w żaden sposób napisać historii Izraela. Co ciekawe, w Biblii także nie mamy informacji o walkach Izraela z Egiptem od czasów Wyjścia, aż do najazdu faraona Szeszonka ok. 925 r. p.n.e. ! Co pokazuje, że zarówno relacje biblijne, jak i pozabiblijne, są tak naprawdę wielce niekompletne.

Należy mieć świadomość stanu naszych źródeł historycznych. O ile w przypadku Egiptu mamy ich dosyć sporo, to są one dość zróżnicowane: znaleziska papirusów, stele i reliefy triumfalne poszczególnych faraonów, napisy grobowe, czasem nawet spore archiwa, jak archiwum z Tell el Amarna. Znamy listy faraonów oraz okresy ich panowania. Jednak w żaden sposób nie można określić egipskich źródeł historycznych jako kompletnych. Nie istnieją staroegipskie dzieła historyczne na wzór tych pisanych później przez historyków greckich i rzymskich (czy nawet chińskich). Jedynym wyjątkiem może być tu praca Manetona, egipskiego kapłana piszącego w epoce hellenistycznej (III w. p.n.e.), z którego dzieła zachowało się co nieco fragmentów cytowanych przez późniejszych autorów -przede wszystkim Józefa Flawiusza. Maneton nie zaprzeczał Wyjściu Izraelitów z Egiptu, lecz przedstawił je w swoisty, pogardliwy dla Żydów sposób. Poza tym próżno by było szukać egipskich relacji historycznych o Exodusie. Myślenie, że skoro Wyjście miało być wydarzeniem historycznym, to powinniśmy łatwo znaleźć w egipskich kronikach paralelne do biblijnej narracje o Mojżeszu i jego cudach, rozstąpieniu się Morza Czerwonego i zagładzie egipskiego wojska (a skoro tego nie ma, oznacza to, że Biblia zmyśla), jest po prostu dziecinnie naiwne.

Z historiografią Kanaanu jest jeszcze gorzej, bo poza korespondencją z Amarny, właściwie nie mamy żadnych innych dokumentów historycznych z tego regionu. Czasem jako argument przeciw narracji biblijnej podaje się, że Egipt zachował dominację nad Kanaanem aż do wieku XII p.n.e., co miałoby jakoby uniemożliwić jego podbój przez Izraelitów. Jednak Niesiołowski-Spano sam przyznaje, że kontrola Egiptu nad Kanaanem była tak naprawdę bardzo powierzchowna. Egipcjanie kontrolowali nadbrzeżną nizinę i główne szlaki komunikacyjne, resztę kraju pozostawiając w rękach swoich kanaanejskich wasali. Obszarami wyżynnymi, na których mieli głównie osiedlać się Izraelici, mało się interesowali. Listy z Amarny pokazują właśnie często prośby egipskich wasali w Kanaanie o pomoc w walce z najazdami habiru. Choć obecnie nie uważa się, by termin habiru oznaczał pojedynczą grupę etniczną, to jednak możliwości, że przynajmniej w niektórych przypadkach chodzi o walki z poszczególnymi plemionami Izraelitów, nie można tak naprawdę wykluczyć. Minimaliści (w tym też Niesiołowski-Spano) w swoich pracach często stosują taktykę fałszywego tropu (z angielska red herring), atakując twierdzenie, że Biblia, a konkretnie Księga Jozuego przedstawia zdobycie i kompletne zniszczenie wszystkich miast Kanaanu w jednej błyskawicznej kampanii (czego nie potwierdzają wykopaliska archeologiczne). Jednak takiego jednoznacznego stwierdzenia nie ma tak naprawdę w Biblii. Wprawdzie szczególnie Joz 12 podaje dość stereotypową (porównując z innymi tego typu relacjami starożytnych władców przechwalających się swoimi rzekomymi podbojami) listę zwycięstw Jozuego i pobitych przez niego władców kananejskich, jednak w innych miejscach w Księdze Jozuego i początkowych rozdziałów Księgi Sędziów, jasno jest powiedziane, że najazd Izraelitów wcale nie przebiegał tak gładko w jednej kampanii. Przeciwnie, mamy wyliczenia terenów, które nie zostały zdobyte. W rzeczywistości podbój Kanaanu przez Izraelitów trwał kilkaset lat, zarówno walk, jak i współistnienia ze stopniowo wypieraną miejscową ludnością. Według Biblii proces ten zakończył się dopiero za czasów króla Dawida, którego państwo stało się wówczas dominującą potęgą w Lewancie. Wymusza to reinterpretację zarówno świadectw historycznych (biblijnych i pozabiblijnych), jak i rezultatów wykopalisk archeologicznych (w tym datowania zniszczenia poszczególnych miast), co jak się okazuje, jest sprawą skomplikowaną i trudną do jednoznacznego rozwiązania.

Dalej, jeśli chodzi o epokę Sędziów, to Niesiołowski-Spano (o czym pisze w drugim rozdziale książki) zasadniczo zgadza się, że opisy wydarzeń w Księdze Sędziów odpowiadają mniej więcej realiom Izraela przed powstaniem monarchii. Lecz jak już było powiedziane, Niesiołowski-Spano dogmatycznie odrzuca istnienie potężnego państwa Dawida i Salomona. Próbuje on wmówić, że Filistyni dominowali w Palestynie przez cały niemal wiek XI i X p.n.e., kres ich dominacji miała położyć dopiero ok. 925 r. p.n.e. inwazja faraona Szeszonka. Jest to totalny wymysł niepoparty żadnymi źródłami historycznymi. Niesiołowski-Spano zawyża zasięg dominacji Filistynów i tendencyjnie nadinterpretuje wzmianki biblijne z Ksiąg Samuela o obecności Filistynów w Gibeonie, Betlejem czy Bet-Szean jako stałą obecność (rzekome twierdze filistyńskie, patrz mapka na str. 67)), a nie chwilową w wyniku najazdów. Wedle relacji biblijnej w Księgach Sędziów i Samuela, okres XI-X w. p.n.e. to śmiertelne starcie dwóch ludów o dominację w Ziemi Świętej: Filistynów i Izraelitów. O ile początkowo Filistyni narzucili Izraelitom swoje zwierzchnictwo, to jednak szala z czasem przechyliła się na korzyść tych drugich. Ostatecznie dominację Izraelitów ustalił Dawid, choć Filistyni nigdy nie zostali całkowicie wyniszczeni, konfederacja miast filistyńskich na wybrzeżu istniała aż do podboju przez państwo nowobabilońskie ok. 600 r. p.n.e. Ponieważ jednak Niesiołowski-Spano nie uznaje historyczności potężnego państwa Dawida, epokę dominacji Filistynów przedłuża o ok. 100 lat. Więcej na temat początków monarchii Izraela powiemy, omawiając rozdział 2.

Na zakończenie omówienia rozdziału 1 powiemy jeszcze kilka słów o zabytkach piśmienniczych (inskrypcjach) z tego okresu. Jest ich co prawda niewiele, ale znaczący jest fakt, że w ogóle istnieją. Co pokazuje, że chociaż po załamaniu się cywilizacji epoki brązu ok. 1200 r. p.n.e., podobnie jak we wczesnym średniowieczu po upadku Cesarstwa Rzymskiego, większość ludności (w tym zapewne Izraelitów) była niepiśmienna, to jednak znajomość pisma nie uległa całkowitemu zapomnieniu. I jak najbardziej możliwe do wyobrażenia jest, że bardzo niewielka grupa piśmiennych, wykształconych osób (jak Mojżesz czy prorok Samuel) koncentrująca się wokół miejsc kultu (jak sanktuarium Arki Przymierza w Szilo) prowadziła pewne zapiski historyczne, które stały się podstawą, źródłami dla później zredagowanych znanych nam ksiąg biblijnych. Historia biblijna nie musi się opierać jedynie na przekazywanej przez setki lat tradycji ustnej.

 

Rozdział 2: Od Szeszonqa do Nabuchodonozora: (X -VI w.). Epoka monarchii: Izrael i Juda.

 

Poruszone w tym rozdziale zagadnienia:

Władza charyzmatyczna i państwa plemienne przed powstaniem monarchii. Omówienie plemion Izraela i fantastyczne hipotezy etymologiczne o pochodzeniu poszczególnych plemion (str. 81-84). Charakterystyka Sędziów z Księgi Sędziów i omówienie podstaw ich przywództwa. Lokalne centra władzy i kultu: Szilo, Ebal i Qabatiya. Konsolidacja władzy politycznej wokół lokalnych centrów w miastach. Strefy wpływów w Palestynie. Przykład plemienia Beniamina i terytorium przez nie kontrolowane. Interpretacja władzy Saula i Dawida jako lokalnych przywódców plemiennych. Pieśń Debory (Sdz 5). Dyskusja pozycji Jerozolimy, jej rozmiarów w tym okresie i statusu jako lokalnego centrum kultu. Rzekome zapożyczenia języka kultowego z obszaru Grecji. Skutki wyprawy Szeszonqa. Omówienie sąsiadów Izraela: Fenicjan, Aramejczyków, Ammonu, Moabu, Edomu i Gileadu.

Opis wczesnych władców północnego królestwa Izraela (przed dynastią Omrydów), oparty tylko na tradycji biblijnej. Niesiołowski-Spano uznaje ich za prawdopodobnych, tylko próbuje podważać relację o pierwszym z nich Jeroboamie I, który doprowadził do rozpadu Zjednoczonej Monarchii na królestwo północne Izraela i południowe Judy. Niesiołowski-Spano dogmatycznie wręcz odrzuca istnienie Zjednoczonej Monarchii i wszystkie dane, które miałyby wskazywać na jej istnienie.

Omówienie dynastii Omrydów panujących w północnym Izraelu. Niesiołowski-Spano i inni minimaliści uważają ich za prawdziwych twórców państwowości Izraela. Opis Samarii, zbudowanej przez Omrydów stolicy królestwa północnego. Ekspansja militarna i polityczna królestwa Izraela. Panowanie króla Achaba. Niesiołowski-Spano próbuje zastąpić biblijne dane o rodzinie Achaba swoimi własnymi wymysłami (str. 117), by umniejszyć znaczenie południowego królestwa Judy. Próbuje też wmawiać, wbrew Biblii, że Omrydzi mieli promować kult Jahwe (str. 119). Opis ekspansji aramejskiej, przewrotu dokonanego przez Jehu i obalenia dynastii Omrydów oraz gospodarki królestwa północnego.

Omówienie początków królestwa południowego Judy. Obszar Judy jakoby słabo zaludniony. Kult w Jerozolimie raz jeszcze. Odniesienie do opisów biblijnych i brak imion jahwistycznych wśród kapłanów w Jerozolimie za czasów Dawida. Niesiołowski-Spano próbuje podważać kult Jahwe w Jerozolimie oraz informacje o pierwszych królach Judy począwszy od Salomona. Fragmenty biblijne mające przedstawiać Dawida jako lokalnego watażkę.

VIII w. p.n.e. i wzrost potęgi Asyrii. Dzieje królestwa północnego do jego upadku. Wymysły o pochodzeniu historii Mojżesza i jej jakoby związki z historiami o Eliaszu. Inskrypcja z Kuntillet Ajrud mówiąca o „Jahwe i jego aszerze”. Inskrypcja z Deir Alla mówiąca o Balaamie. Krótkie omówienie proroków. Religia Izraela, jakoby politeistyczna. Pojawienie się bóstw dynastycznych. Rozwój piśmiennictwa i literatury. Pierwsze pisma prorockie - Amos i Ozeasz, pochodzący jakoby z elity państwowej. Historia południowego królestwa Judy i spekulacje Niesiołowskiego-Spano, w których punktach narracja biblijna miałaby jakoby odbiegać od rzeczywistości.

Dominacja Asyrii od ok. 700 do ok. 630 r. p.n.e. Kampanie Sennacheryba. Jerozolima i jej rozbudowa. Gospodarka i społeczeństwo Judy. Historia Judy w VII w. na podstawie tekstu biblijnego, która to relacje Niesiołowski-Spano znowu krytykuje. Osłabienie siły Asyrii.

Panowanie króla Jozjasza. Niesiołowski-Spano podważa znaczenie reformy religijnej Jozjasza. Zasięg terytorium Judy za Jozjasza. Inskrypcje. Śmierć Jozjasza. Literatura w Judzie.

Religia w Judzie. Henoteistyczny i dynastyczny charakter religii w Judzie. Niesiołowski-Spano znowu wmawia, że kult Jahwe miał jakoby zostać przyniesiony z północnego królestwa Izraela i kwestionuje relację o odnalezieniu Księgi Prawa za czasów Jozjasza. Kulty na wyżynach. Ofiary z dzieci molk. Niesiołowski-Spano usiłuje wmawiać, że były one składane dla Jahwe. Porównanie ze świętem Paschy promowanym przez Jozjasza. Reforma Ezechiasza. Kult węża miedzianego -Nechusztan, Aszery, „królowej niebios” i kobiece figurki kultowe w Judzie. Amulety z Ketef Hinnon z błogosławieństwem Lb 6,24-26 i Dom Pieczęci w Mieście Dawida w Jerozolimie.

 

Komentarz ogólny:

Najdłuższy i poruszający najwięcej spraw rozdział: omówienie monarchii izraelskiej i jej charakterystyki. Sprawa absolutnie kluczowa i niejako główny punkt sporu, bo właśnie w okresie monarchii ukształtowała się państwowość izraelska wraz z oficjalnym kultem i kulturą pisaną. I pytanie jest, czy narracja biblijna o stopniowym upadku czystej religii Izraela, odchodzenie od kultu Jedynego Boga Jahwe w kierunku synkretyzmu i politeizmu jest prawdziwa. Czy też, jak chce tego Niesiołowski-Spano i inni minimaliści, było dokładnie odwrotnie, to monoteizm, kult Boga jedynego jest późnym wymysłem garstki wyznawców skupionych w kręgach prorockich, a pierwotnie Izraelici byli politeistami? Ale po kolei.

Niesiołowski-Spano konsekwentnie odrzuca wszystko, co by sugerowało tradycyjną biblijną, kierowaną przez Bożą opatrzność historię Izraela. Relację o pochodzeniu plemion Izraela od 12 synów patriarchy Jakuba zastępuje własnymi etymologicznymi wymysłami, opartą na czysto powierzchownych podobieństwach pomiędzy nazwami plemion a wyrazami w innych językach, jak np. znane z inskrypcji nazwy Ludów Morza, czy pewne nazwy geograficzne. Są to czyste wymysły, spekulacje, które były stosowane np. do wysnucia wielu fantastycznych niepotwierdzonych „naukowych” hipotez na temat pochodzenia Ludów Morza. Ale ma to mniej więcej tyle sensu i wiarygodności, co doszukiwanie się pochodzenia Włochów od Wołochów.

Dalej Niesiołowski-Spano omawia charakterystykę epoki Sędziów, przywódców plemiennych skupionych wokół lokalnych ośrodków. Oczywiście opis ten opiera się głównie na jego własnych domniemaniach „jak to naprawdę było”, a nie na twardych danych, choć Niesiołowski-Spano uznaje (acz z pewnymi wątpliwościami), że narracje biblijne mogą przekazywać prawdziwe informacje o imionach i działalności Sędziów. Problem w tym, że Niesiołowski-Spano usiłuje wmawiać, że taki sam model społeczny funkcjonował także za pierwszych królów Izraela, Saula i Dawida (o Salomonie to wręcz w ogóle nie wspomina), którzy mieli być co najwyżej lokalnymi przywódcami plemiennymi, władającymi niezależnymi terytoriami. Po prostu, znowu to powtarzam, jest to nic innego, jak dogmatyczne odrzucanie przez minimalistów istnienia w X w. p.n.e. potężnej Zjednoczonej Monarchii Izraela pod berłem gorliwych wyznawców Jahwe, Dawida i Salomona. Nieważne jak mocne byłyby argumenty za jej istnieniem, minimaliści i tak nie będą ich z góry uznawać. Tak samo Niesiołowski-Spano apriorycznie to odrzuca, bo mu to nie pasuje do z góry założonej antybibilijnej wizji historii Izraela. Oczywiście gdzieniegdzie próbuje podawać jakieś argumenty przeciw tradycji o Dawidzie i Salomonie, jednak są one albo dość standardowe (czyli np. niewielkie rozmiary ówczesnej Jerozolimy i jakoby niskie zaludnienie Judy oparte na bardzo niepewnych szacunkach), albo na zupełnych wymysłach (rzekomo greckie określenie na pomieszczenie Święte Świętych w Świątyni Jerozolimskiej, i jakoby grecka etymologia służącego w Świątyni plemienia Lewitów czy na str. 100-101). A twierdzenia uczonych broniących historyczności Zjednoczonej Monarchii zbywać byle czym, w końcu tylko Niesiołowski-Spano wie, jak to naprawdę było! W końcu liczy się przecież ideologia, a nie argumenty i dane! Zupełnie inne podejście do historyczności Zjednoczonej Monarchii prezentuje np. książka Alfreda Palli Królestwo Saula, Dawida i Salomona w świetle źródeł biblijnych i pozabiblijnych oraz danych archeologicznych” (Wydawnictwo Bogulandia 2017, recenzja na naszym portalu w artykule Biblijni władcy, Saul, Dawid i Salomon -prawda historyczna czy religijne bajania i legendy?, link), oparta również na najnowszych wynikach badań archeologicznych przeprowadzonych w XXI w. (które to badania potwierdzające narrację biblijną, lekceważy Niesiołowski-Spano).

Problem istnienia Zjednoczonej Monarchii to najbardziej zasadniczy punkt sporu między biblijnymi minimalistami jak Niesiołowski-Spano a maksymalistami w rodzaju Palii, czy zorganizowana państwowość izraelska pojawiła się ok. 1000 r. p.n.e. czy ponad 100 lat później i kto był jej twórcą. 100 lat to w badaniach archeologiczych często margines błędu (szczególnie w tym okresie, gdyż datowanie bezwzględne warstw archeologicznych jest często niemożliwe, a standardowo stosowana metoda datowania C-14 daje niekiedy podobne wyniki zarówno dla wieku X, jak i IX p.n.e.), na czym żerują minimaliści,starając się przesuwać wszystkie znaleziska przypisywane czasom Dawida i Salomona na czasy o 100 lat późniejszej dynastii Omrydów. By później bezczelnie twierdzić,że nie ma jakoby dowodów na istnienie państwa Dawida i Salomona, a prawdziwymi twórcami państwowości izraelskiej byli Omrydzi. Niemniej jednak, jeśli chodzi o późniejsza historię Izraela, królestwa północnego od IX w. p.n.e., a południowego królestwa Judy od VIII w. p.n.e. to generalnie panuje konsensus, że opowieści biblijne przynajmniej w ogólnym zarysie odpowiadają wydarzeniom historycznym (gdyż istnieją potwierdzenia zarówno w źródłach zewnętrznych, przede wszystkim asyryjskich, jak i w archeologii, np. mamy dobrze zachowane ruiny Samarii, stolicy królestwa północnego). Problem pozostaje w kwestiach szczegółowych i tu i ówdzie Niesiołowski-Spano usiłuje kąsać narrację biblijną, odrzucając jej twierdzenia na rzecz swoich własnych, wyssanych z palca twierdzeń. Jednak najbardziej istotną kontrowersją są sprawy religii i jej rozwój w obu królestwach, Izraela i Judy.

I tak Niesiołowski-Spano usiłuje wmawiać, że kult Jahwe,jako bóstwa opiekuńczego dynastii został narzucony w Judzie przez dynastię Omrydów, która w połowie IX w. p.n.e. zwasalizowała południowego sąsiada. Jest to wyjątkowo wręcz perfidne przekręcenie narracji biblijnej, według której pantoflarz król Izraela Achab, syn Omriego, pod wpływem swojej żony, fenickiej księżniczki i fanatycznej wyznawczyni Baala Izebel, promował kult Baala i zwalczał kult Jahwe, m.in. mordując Jego proroków. Ale jest to Niesiołowskiemu-Spano potrzebne,by stworzyć wrażenie, że Jahwe był co najwyżej narzuconym Izraelowi przez wąską klikę lokalnym bożkiem z Kanaanu bądź pustyni Synaj, a nie Jedynym Bogiem, który przed wiekami wywiódł pośród licznych cudów Izraela z Egiptu. I dlatego też zwalcza ideę Zjednoczonej Monarchii, z centralnym panizraelskim kultem w Świątyni w Jerozolimie (i na odwrót, odrzucenie Zjednoczonej Monarchii pozwala mu wmawiać tego typu wymysły o początkach kultu Jahwe). Szkoda tych pomysłów nawet szerzej komentować. Głównym argumentem, na podstawie którego Niesiołowski-Spano twierdzi, że w Jerozolimie nie było kultu Jahwe przed dynastią Omrydów, jest brak imion teoforycznych (zawierających pochodzący od Imienia Jahwe człon -jah) w spisach urzędników i notabli judzkich przed czasami Omrydów. By wykazać bezsens i pseudonaukowość takiego podejścia posłużę się następującym przykładem. Otóż w większości krajów chrześcijańskich nadawanie chłopcom imienia „Jezus” stanowi temat tabu. Jednak nie we wszystkich -jest to bardzo popularne imię w krajach hiszpańskojęzycznych, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej. Co zatem występowanie lub brak imienia „Jezus” mówi nam o rozpowszechnieniu kultu Jezusa Chrystusa? Tak naprawdę NIC! I podobnie rzekomy brak imion teoforycznych (który jest kłamstwem, bo imiona teoforyczne noszą również wcześniejsi królowie Judy: Abiasz 914-911 p.n.e., czy Jozafat, 870-848 r. p.n.e., a drugie imię Salomona brzmiało Jedidiasz, „Umiłowany przez Jahwe”, 2 Sm 12,25) nie dowodzi braku kultu Jahwe przed IX w. Zależy to od wielu czynników, czy dana grupa imion jest popularna, czy nie. Wzrost popularności imion jahwistycznych mógł być reakcją na promowany przez Omrydów (w tym córkę Achaba, rządzącą uzurpatorsko w Judzie w latach 841-835 p.n.e. królową Atalię, notabene też noszącą imię jahwistyczne!) kult Baala. Ale o tej alternatywie Niesiołowski-Spano już nie wspomni czytelnikom.

Dochodzimy do sprawy najistotniejszej, czyli charakteru religii Izraela w okresie monarchii. Niesiołowski-Spano, jak i inni minimaliści usiłują wmawiać, że pierwotna religia Izraela miała charakter politeistyczny, po czym przeszła stopniową ewolucję poprzez henoteizm (kult najwyższego bóstwa, opiekuna dynastii) do monoteizmu. I na poparcie tego pokazuje liczne znaleziska archeologiczne pokazujące politeizm Izraelitów, figurki bóstw, pozostałości miejsc kultu (zwanych w Biblii „wyżynami”), inskrypcje odnoszące się do „Jahwe i jego Aszery” (nie wiadomo czy chodzi o słup kultowy, czy o rzekomą boginię) itd. Natomiast tradycyjna historia biblijna wcale nie zaprzecza, że w Izraelu i Judzie panował politeizm i rozpleniły się kulty pogańskie, lecz traktuje to jako wypaczenia pierwotnie czystego monoteizmu, zwalczane przez posyłanych przez Boga kolejnych proroków. Ostateczną karą za odejście od czystego kultu Jahwe w Świątyni Jerozolimskiej, nadużycia w kulcie i bałwochwalstwo, był upadek państwowości izraelskiej, zniszczenie przez Asyryjczyków królestwa północnego w 722 r. p.n.e., a następnie po kolejnych 100 latach upadek Judy w 586 r. p.n.e. i niewola babilońska.

I teraz jak tu rozstrzygnąć, która interpretacja jest tą właściwą? Problem w tym, że czysta nieskażona religia izraelska, judaizm, nie dopuszczała form kultu poza Świątynią Jerozolimską, żadnych innych sanktuariów, obiektów kultu, posążków, obrazów i rzeźb itp. Instytucje takie jak synagogi (które formalnie są jedynie miejscami modlitwy opartej na czytaniu Pisma, a nie miejscami kultu, który można sprawować tylko w Jerozolimie) pojawią się dopiero za kilka wieków. W tej sytuacji archeologia nie potrafi wskazać dowodów na ortodoksyjność religii izraelskiej (poza dowodami negatywnymi, czyli brakiem obiektów kultowych i np. kości świń świadczących o przestrzeganiu tabu żywieniowego), bo po prostu nie ma czego szukać. Ale może za to wskazać wszelkie wypaczenia prawowiernej religii, czyli te wszystkie posążki obiekty kultowe i inskrypcje świadczące o synkretyzmie, np. że jacyś Izraelici w nadmiernym religijnym zapale dodali Jahwe małżonkę, bóstwo żeńskie (co jest i tak wielce kontrowersyjną hipotezą) itp. Taka była rzeczywistość religijna w okresie monarchii, tylko znowu pytanie, czy tak było pierwotnie, czy jest to zjawisko wtórne? Czy istniała tak naprawdę skodyfikowana religia oficjalna, jaką był judaizm w późniejszych czasach, oparty na spisanych przepisach Tory? W tym właśnie problem, że oficjalnej religii zapewne nie było, podobnie jak i jednej Tory w dzisiejszej formie, a przynajmniej nie była ona znana. Nad sprawami religii, tak jak pozostałymi sprawami państwowymi, czuwał po prostu król i wszystko zależało od jego postawy. Biblijne Księgi Królewskie i Kronik dzielą poszczególnych królów na dobrych i złych w zależności od ich postawy religijnej. Wydaje się, że Prawo Mojżeszowe, choć w księgach prorockich z tego okresu mamy wiele wskazówek świadczących, że poszczególne jego przepisy były w tym okresie znane, to jednak funkcjonowało tak naprawdę w formie tradycji ustnej, nie było skodyfikowane na piśmie, rozpowszechnione oraz publicznie czytane i nauczane w synagogach, jak to było w późniejszym okresie.

Według narracji biblijnej zaginioną księgę Prawa odnaleziono dopiero za czasów króla judzkiego Jozjasza (641-609 p.n.e.) podczas remontu Świątyni Jerozolimskiej w 18 roku jego rządów (ok. 622 r. p.n.e.). Wywołało to szok (zapowiedź upadku królestwa Judy!) i reformę religijną przeprowadzoną przez tego króla, mającą na celu centralizację kultu i oczyszczenie go z nieprawowiernych naleciałości. Jednak skutki reformy zostały odwrócone po śmierci Jozjasza, a Juda znowu pogrążyła się w nieprawowierności, synkretyzmie i bałwochwalstwie (z tragicznymi skutkami). Trudno było po prostu wykorzenić skłonności ludu do zabobonu i bałwochwalstwa. Epizod ten (w którego historyczność Niesiołowski-Spano nie wierzy) jest jednak kluczowy, jeśli chodzi o charakterystykę religii Izraela w okresie monarchii, przynajmniej wedle tradycyjnej wersji. Po prostu religia Izraela w okresie przed niewolą babilońską nie była religią Księgi, przynajmniej nie w takim zakresie jak później. Nawet jeśli zapisy historyczne istniały od czasów Mojżesza (o zapiskach jakie miał podczas wędrówki Izraela do Ziemi Obiecanej poczynić Mojżesz wspominane jest w Wj 17,14; 24,7; Lb 33,2; Pwt 28,58.61; 29,19-20.26; 30,10; 31,24-26, gdzie jest wprost napisane, że Księgę Mojżesza przechowywano obok Arki Przymierza), to jednak nie powielano ich i nie studiowano na szerszą skalę. Efekt po prostu niskiej kultury piśmienniczej Izraelitów w plemiennej epoce Sędziów, gdy Izraelici wymieszali się z lokalnymi mieszkańcami Kanaanu i zaczęli przejmować ich obyczaje. Wedle Pwt 27,4-8, Izraelici mieli wyryć przepisy Prawa Mojżeszowego na kamiennych stelach na Górze Ebal (co wedle Joz 8,30-35 dokonał Jozue). Wydaje się jednak, że z czasem ośrodek ten, i wyryte tam w kamieniu przepisy Prawa uległy w Epoce Sędziów uległy zapomnieniu i/lub zniszczeniu (w każdym razie Biblia nic o tym więcej nie wspomina). Taka sytuacja przetrwała aż do pojawienia się monarchii. Za Salomona w Świątyni Jerozolimskiej złożono stare archiwa sanktuarium Arki Przymierza i nikt się nimi zbytnio nie przejmował -aż do czasów Jozjasza.

Nie znaczy to, że za czasów monarchii izraelskiej pismo i teksty literackie nie były w poważaniu. Wprost przeciwnie, to właśnie za czasów monarchii widzimy stosunkowo wysoki poziom piśmiennictwa i rozwój kultury pisanej, podczas gdy np. w okresie powygnaniowym w epoce dominacji perskiej było z tym znacznie gorzej. Powstawały teksty prorockie, a także prowadzono staranne zapisy historyczne -wedle żydowskiej tradycji to właśnie prorocy mieli sprawować kontrolę nad ich religijną poprawnością. Teksty pisane miały charakter religijny i trudno odpowiedzieć na pytanie, czy w okresie monarchii w ogóle istniało coś, co moglibyśmy nazwać literaturą świecką. Tylko -co z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się zaskakujące -nie istniał jeden ustalony kanon świętych pism. Ani jednoznacznie oficjalnie skodyfikowane Prawo w pojedynczym zwoju jak Pięcioksiąg. Po prostu nie było świadomości potrzeby takiej organizacji świętych tekstów -relikt epoki Sędziów, gdy większość podzielonych na plemiona Izraelitów jakoś funkcjonowała bez umiejętności czytania i pisania. Wszystko opierało się na prawie zwyczajowym oraz na prorokach, którzy na bieżąco oznajmiali wolę Bożą, co jest słuszne, a co nie. A w okresie monarchii, to król, namaszczony z woli Bożej, był sędzią i wykonawcą Prawa. Oczywiście, przynajmniej w teorii, nie wedle własnego widzimisię, lecz sam podlegając Prawu i podporządkowując się woli Bożej wyrażonej przez proroków. W owym czasie bowiem duch prorocki stale przebywał w Izraelu. A ktokolwiek, niezależnie od pochodzenia, został przez Pana powołany na proroka, tego monarcha miał obowiązek słuchać, wręcz zaprosić go na dwór królewski. Urząd prorocki był niejako w pewnym stopniu wręcz zinstytucjonalizowany i królowie mieli swoich nadwornych proroków jako doradców. Król Saul miał jako doradcę proroka Samuela (dopóki nie doszło między nimi do rozłamu), Dawid proroka Natana, Ezechiasz proroka Izajasza itd. A Jozjasz miał m.in. prorokinię Chuldę, z którą konsultował się w sprawie odnalezionej w Świątyni Księgi Prawa. Lecz relacje między prorokami a królami nie zawsze układały się harmonijnie, w zależności od charakteru tych ostatnich. Zdarzało się, że królowie nie słuchali bądź wręcz prześladowali proroków. A ponieważ ryba psuje się od głowy, to gdy bezbożni królowie nie słuchali proroków i ulegali pokusie bałwochwalstwa, za ich przykładem szedł cały lud. Oczywiście pojawiali się też i oszuści, fałszywi prorocy, starający się pochlebstwami wkraść się w łaski królów.

Sytuacja więc sprzyjała wypaczeniom, tym bardziej że Izraelici w tamtym okresie wciąż nie pojmowali idei monoteizmu, pojęcia Jedynego transcendentnego wszechmocnego i wszechwiedzącego Boga. Nawet królowie, nawet tak rozumni jak Salomon, który pierwszy uległ bałwochwalstwu. Było to po prostu zbyt abstrakcyjne pojęcie dla Semitów, jakimi byli Izraelici, myślących konkretnymi obrazami. Nieistnienie bogów innych narodów, z którymi zresztą utrzymywali stosunki dyplomatyczne i handlowe, było dla nich niewyobrażalne. I prorocy Boży mieli naprawdę ciężkie zadanie, realizowane przez stulecia, by Izraelitom ten pogląd wybić z głowy, uzmysłowić, że prawdziwy Bóg jest tylko jeden, Jahwe, a inni bogowie tak naprawdę nie istnieją. Choć Niesiołowski-Spano i inni minimaliści usiłują wmówić, że pierwotna religia Izraelitów była politeistyczna, a kult Jahwe jako Boga jedynego to późny wymysł, to jednak już najstarsi prorocy, po których pozostały spisane w VIII w. p.n.e. indywidualne księgi, tacy jak Amos czy Ozeasz potępiają bałwochwalstwo. A gdyby wizja Niesiołowskiego-Spano (który usiłuje zohydzić kult Jahwe, wmawiając, że musiał on zawierać te same praktyki co inne kulty kananejskie, czyli np. prostytucję sakralną i składanie ofiar molk z dzieci) była prawdziwa, to przecież nie powinni byli, bo bałwochwalstwo i politeizm nie byłyby wówczas niczym gorszącym. Ezechiasz przeprowadził swoją (nietrwałą) reformę zwalczającą bałwochwalstwo bez znajomości odnalezionej za Jozjasza Księgi Prawa, przypuszczalnie pod wpływem proroka Izajasza (i może jeszcze innych, bo za Ezechiasza działali też prorocy Micheasz i Ozeasz). Czyli znowu, co było pierwotne, a co wtórne, monoteistyczny kult Jahwe, czy synkretyzm i politeistyczny kult wielu bóstw obok Jahwe?

Scenariusz, który nakreśliłem powyżej, zakładający prawdziwość tradycyjnej historii biblijnej i opisujący jak w takim razie doszło do korupcji pierwotnie czysto monoteistycznej religii Izraela, jest oczywiście tylko moją osobistą interpretacją, pewną hipotezą (jedną z wielu możliwych). Ale pokazuje on, że twierdzenia minimalistów, że pierwotna religia Izraela była politeistyczna, wcale nie muszą być niezbitymi, udowodnionymi „faktami”. O późniejszych reformach judaizmu i oczyszczeniu go z wpływów politeistycznych w wyniku szoku, jakim była niewola babilońska podyskutujemy, omawiając kolejny rozdział z książki Niesiołowskiego-Spano i Stebnickiej.

 

Rozdział 3: Od Nabuchodonozora do Artakserksesa: (VI -V w.). Niewola babilońska i wczesna epoka perska.

 

Poruszone w tym rozdziale zagadnienia:

Chaldejczycy i upadek Asyrii. Starcie chaldejskiej Babilonii z Egiptem. Upadek Judy i zniszczenie Jerozolimy. Depopulacja. Świadectwa obecności Judejczyków w Babilonii. Twierdzenia Niesiołowskiego-Spano, że opowieść o wędrówce Abrahama z Ur Chaldejskiego do Ziemi Obiecanej wymyślono podczas niewoli babilońskiej. Przemiany religijne, które miała zainicjować wąska elita. Niesiołowski-Spano twierdzi, że to właśnie podczas Niewoli Babilońskiej nadano szczególne znaczenie rytuałowi obrzezania oraz świętu Paschy. Co do Paschy,to na podstawie Wj 12 usiłuje wmawiać, że Izraelici składali ofiarę paschalną w prywatnych domach, mimo iż przepisy Pwt 16 wyraźnie stwierdzają, że ofiary można składać tylko w jednym miejscu, w Świątyni w Jerozolimie. Ponadto usiłuje twierdzić, że przepisy paschalne z Wj 12 powstały nie wcześniej niż w V w. p.n.e. ze względu na wprowadzony wówczas system kalendarzowy (babiloński, o czym Niesiołowski-Spano nie mówi wprost, str. 196-197). W rzeczywistości przepisy Wj 12 mówią tylko o pierwszym miesiącu, nie określając precyzyjnie, o jaki system kalendarzowy chodzi. Niesiołowski-Spano sam przyznaje (str. 198): Opisany tu proces adaptacji jahwizmu do realiów niewoli stanowi pewien hipotetyczny model rekonstrukcji zdarzeń. „Hipotetyczny” to chyba eufemizm na określenie po prostu wymysłów...

Podbój Babilonu przez Persję. Wzrost znaczenia języka aramejskiego. Edykty tolerancyjne Cyrusa. Powroty Judejczyków z wygnania i odbudowa Świątyni. Władza w Judzie po niewoli. Czy możliwa była restytucja monarchii? Rola kapłanów. Pojawienie się wizji mesjańskich.

 

Komentarz ogólny:

Jeśli chodzi o kwestie historyczne, to panuje ogólna zgoda co do zasadniczego przebiegu wydarzeń: podboju Judy przez Babilonię, a następnie podboju Babilonii przez króla perskiego Cyrusa, który wydał zgodę na powrót Żydów z Babilonii do Judei i odbudowę Świątyni. Jednak głównym przedmiotem kontrowersji jest znowu wpływ, jaki te wydarzenia wywarły na religię żydowską, a przede wszystkim na treść opowieści biblijnych.

Niesiołowski-Spano dotychczas przez całą książkę wmawiał, że religia Izraelitów przed niewolą babilońska miała się jakoby nie różnić specjalnie od innych religii pogańskich ludów ościennych. Teraz kiedy królestwo Judy zostało zniszczone przez Babilończyków, stoi on przed pytaniem, w jaki zatem sposób naród i religia żydowska wyłamały się z tego schematu i w przeciwieństwie do innych narodów i ich kultów przetrwały. Co o tym tak naprawdę zadecydowało? Nie chcąc przyznać, że nad Resztą Izraela czuwała Boża Opatrzność, wymyśla sobie scenariusz gwałtownej rewolucji intelektualnej w głowach niewielkiej grupy spośród judejskiej elity. Ot zupełnie przypadkowa anomalia w dziejach przypadkowego narodu, która akurat tej, a nie innej nacji i jej wierzeniom pozwoliła dostosować się do nowych realiów i przetrwać.

Moim zdaniem sprawy miały się zupełnie inaczej. Oczywiście niewola babilońska była szokiem dla mieszkańców Judy. Ale w przeciwieństwie do innych zniszczonych przez Babilończyków narodów, była szokiem zapowiedzianym przez proroków Jahwe. Jako właśnie kara za synkretyzm, bałwochwalstwo i odstępstwo religijne. Podczas gdy inne narody nadzieję na ocalenie upatrywały w mocy swych bóstw, Bóg Izraela przepowiedział swojemu narodowi coś zupełnie odwrotnego. Że wcale nie zamierza bronić swojego ludu i swojego sanktuarium przed najazdem obcego mocarstwa (porażka kompromitowała dane bóstwo), lecz że to właśnie On sprowadził najazd tegoż mocarstwa jako karę za grzechy i niewierność swych czcicieli. Ale choć zapowiada On zagładę dla większości Narodu, to równocześnie obiecuje, że pozostanie On wierny dla tej niewielkiej Reszty, która, choć musi iść na wygnanie, to jednak zachowała wierność Przymierzu. Że ową niewielką Resztę czeka wspaniała przyszłość, że kiedyś nastaną idylliczne czasy mesjańskie. Według mnie to właśnie spowodowało przetrwanie religii Judejczyków i całą tę rewolucję myślenia w ich głowach. Która nie dokonała się w jednym momencie, lecz stopniowo. Nie był to jedynie efekt szoku niewoli babilońskiej, lecz przygotowanie trwało od dłuższego czasu, odkąd działali prorocy. Szczególnie istotna była reforma Jozjasza, ale już wcześniej prorocy, zwłaszcza Izajasz, ale także inni, roztaczali przed Izraelitami odpowiednie wizje, głosząc zapowiedź kary i odkupienia. Nawet jeszcze wcześniej, gdy Salomon konsekrował wybudowaną przez siebie Świątynię, zapowiedź błogosławieństwa Bożego była warunkowa, przynosząc odległe jeszcze widmo przyszłej niewoli. Także po wygnaniu babilońskim nie wszyscy Żydzi od razu przeszli od razu przemianę religijnej mentalności. Na to potrzebne były blisko dwa wieki (ale poruszymy to omawiając kolejny rozdział książki Niesiołowskiego-Spano i Stebnickiej). W każdym razie trudna i bolesna lekcja została odrobiona. Niewielka Reszta (zgodziłbym się z Niesiołowskim-Spano, że przemiana nastąpiła w głowach stosunkowo niewielkiej, elitarnej grupy) zrozumiała, że dla Boga Jahwe nie liczą się tylko rytuały i składanie ofiar (które równie dobrze można składać przy okazji innym bogom), ale coś więcej. Że Bóg Jahwe jest kimś więcej niż inni bogowie, którzy są tylko ułudą. Uważam jednak, że bez uprzedniej działalności proroków ta przemiana by nie nastąpiła, a Judejczycy, tak jak wcześniej ich pobratymcy z północnego królestwa Izraela, roztopiliby się w morzu narodów Bliskiego Wschodu.

Istotność działalności proroków zaznacza się też w innym aspekcie, mianowicie w ciągłości tradycji religijnej Judejczyków. Niesiołowski-Spano usiłuje przekonywać do swojej wizji teologicznej „rewolucji” podczas niewoli babilońskiej, której rezultatem miałoby być powstanie monoteizmu i wypaczonej, wyidealizowanej wizji historii Izraela. Czego przykładem miałyby być rzekomo wówczas zmyślone opowieści o wędrówce Abrahama z Mezopotamii do Ziemi Obiecanej,o nadaniu religijnego sensu zabiegowi obrzezania, o ustanowieniu święta Paschy podczas Wyjścia z Egiptu itd. Moim zdaniem sprawa ma się zupełnie inaczej. To nie jest tak, że żydowscy wygnańcy, rozczarowani tradycyjną religią, postanowili sobie w głowach wymyślić jej nową, ulepszoną wersję. Nową używkę, od której byli uzależnieni, nowy gatunek opium dla ludu jak to religię określił Karol Marks. Wprost przeciwnie, to właśnie podczas niewoli babilońskiej, w wyniku jej szoku, zamiast wymyślać nową religijną mitologię, zwrócono się ku starej, historycznej i religijnej tradycji ludu Izraela. Która właśnie przez swą starożytność i ciągłość cieszyła się autorytetem. Do pism proroków, do opowieści o patriarchach, Mojżeszu, Wyjściu z Egiptu, o Sędziach i królach. I tę tradycję, starając się ją jak najwierniej co do treści zachować, przemyślano, przetrawiono, przyswojono na nowo. A jak to przebiegało, przedyskutujemy, omawiając kolejny rozdział książki Niesiołowskiego-Spano i Stebnickiej.

 

Rozdział 4: Od Artakserksesa do Pompejusza: (V -I w.). Epoka perska i hellenistyczna.

 

Poruszone w tym rozdziale zagadnienia:

Powstanie i rozwój perskiej prowincji Jehud. Kodyfikacja prawa. Niesiołowski-Spano usiłuje wmawiać, że to właśnie w tym okresie powstała większość przepisów żydowskiego Prawa, Tory i do realiów tejże epoki te przepisy się odnoszą, a anachronicznie odniesiono je do legendarnej postaci Mojżesza.

Ramka „Kompetencje monarchy w państwie bez króla” (str. 223) gdzie cytuje przepisy Pwt 17,14-20 ograniczające władzę monarchy. Niesiołowski-Spano twierdzi, że osoby piszące te regulacje żyły już w czasach, gdy władza nie spoczywała w rękach monarchy. Wedle tradycyjnej wersji biblijnej ten przepis w Księdze Mojżeszowej został ustanowiony, zanim jeszcze władza spoczywała w rękach monarchów, w epoce przedkrólewskiej. Przepisy Księgi Powtórzonego Prawa. Niesiołowski-Spano usiłuje wmawiać, że nakaz trzech pielgrzymek w ciągu roku musiał powstać za czasów perskich dla celów podatkowych w małej perskiej prowincji Jehud i nieprawdopodobne byłoby to w czasach królewskich, bo wiązałoby się z okresowymi paraliżami państwa (str. 224). Tyle że królestwo Judy nie było jakoś dużo większe od prowincji Jehud, a i później za czasów Hasmoneuszy, Heroda i Rzymian, gdy państwo osiągnęło rozmiary z czasów Salomona, nie było jakoś z tym problemów. Niesiołowski-Spano usiłuje też kwestionować inne przepisy jak o roku szabatowym (str. 225-226) w równie nieprzekonujący sposób.

Wzrost wpływu kapłanów. Tarcia między powracającymi wygnańcami a dotychczasowymi mieszkańcami zrujnowanej Judy, „ludem ziemi”. Niesiołowski-Spano usiłuje kwestionować również opisane w księdze Ezdrasza odesłanie żon obcoplemiennych (Ezd 10,7-44, str. 229-230). Utrzymywanie się tradycyjnej religii ludowej w Jehud wbrew oficjalnej religii. Samarytanie i Samaria w epoce perskiej. Kolonia żydowska na wyspie Elefantynie w Egipcie. Rozwój literatury biblijnej w języku hebrajskim rzekomo napisanej w małej judejskiej społeczności i prezentującej zmitologizowana wersję historii Izraela. Aleksander Wielki i upadek Persji.

Rządy egipskich Ptolemeuszów. Wpływy kultury greckiej. Władza arcykapłanów i dynastie arcykapłańskie. Wzrost liczebny populacji Żydów w Palestynie i diasporze. Przekłady ksiąg biblijnych na grecki. Septuaginta. Literatura okołobiblijna. Rządy Seleukidów. Hellenizacja. Powstanie Machabeuszów i podważanie interpretacji historii w Księgach Machabejskich. Państwo Machabeuszów. Wybielanie Antiocha IV Epifanesa, który miał być rzekomo tolerancyjny i kierować się głównie motywami finansowymi. Ekspansja państwa Hasmoneuszów i powstanie ich monarchii.

Przemiany religijne. Rozwój literatury biblijnej. Rzekome powstanie Pieśni nad Pieśniami (jakoby tekstu o wybitnie świeckim charakterze) i Księgi Koheleta (rzekomo nasyconej filozofią stoicką) w epoce hellenistycznej (str. 265). Żydowskie grupy religijne: faryzeusze, saduceusze, esseńczycy. Wspólnota z Qumran i wspomniani przez Filona z Aleksandrii „terapeuci”.

 

Komentarz ogólny:

A więc jesteśmy już w okresie po niewoli babilońskiej. Wygnańcy stopniowo powracali do Judy, która stała się ubogą perską prowincją Jehud. Świątynia Jerozolimska za przyzwoleniem królów perskich została odbudowana, a mieszkający w Jehud Żydzi musieli się przystosować do nowych warunków, zmagając się z trudami codzienności i starając się przy tym odnowić życie religijne wspólnoty. W tym uporządkować dziedzictwo świętych Pism Izraela.

Moim zdaniem wypada się zgodzić, że Biblia hebrajska w formie, jaką znamy, Stary Testament jest rezultatem działalności stosunkowo wąskiej elitarnej grupy wygnańców do Babilonu i ich potomków działających w okresie perskim. Grupa ta zdołała później narzucić swój punkt widzenia na historię Izraela wszystkim prawowiernym Żydom, choć jak widzimy ze źródeł pozabiblijnych, istniały grupy heterodoksyjne wywodzące się od wcześniejszych Izraelitów praktykujące nieco inne obyczaje, jak kolonia na Elefantynie czy przede wszystkim Samarytanie. Nie znaczy to, jak usiłuje wmawiać Niesiołowski-Spano i inni minimaliści, że opowieści biblijne są wymysłem V w. p.n.e. Przeciwnie, opierają się one na dużo starszych źródłach, spisanych tradycjach, które zostały w okresie niewoli i po niej przeredagowane (za czym mogła pójść np. niekiedy pewna modernizacja używanego języka hebrajskiego, wtręty aramejskie itp.), być może częściowo odtworzone (wręcz z pamięci, Jerozolima i jej archiwa w 586 r. p.n.e. poszły z dymem) i skompilowane na nowo. Widać to szczególnie w historycznych Księgach Królewskich, które doprowadzają historię Izraela do połowy VI w. p.n.e. (czyli ich redakcja nie mogła nastąpić wcześniej), a które zawierają wiele informacji potwierdzonych przez źródła pozabiblijne. Zatem nie są one zmyśloną fantazją, lecz musiały się opierać na rzetelnych źródłach. Nic nie szkodzi na przeszkodzie, by inne księgi biblijne również opierały się na rzetelnych źródłach, chociaż z braku relacji pozabiblijnych rzadko możemy tę rzetelność zewnętrznie potwierdzić. Ale pewne możliwości istnieją. Niesiołowski-Spano akceptuje np. datowanie ksiąg proroków Amosa i Ozeasza na VIII w. p.n.e. Już w tych księgach mamy wątki znane z jakoby napisanego w V w. p.n.e. Pięcioksięgu, takie jak wyjście Izraela z Egiptu i 40 lat wędrówki po pustyni oraz podbój Kanaanu (Am 2,9-10; 5,25-26; 9,7, Oz 8,13; 11,1; 13,4-6), zagłada Sodomy i Gomory (Am 4,11) czy historia patriarchy Jakuba (Oz 12,3-5). W księdze proto-Izajasza mamy wzmiankę o rozpadzie Zjednoczonej Monarchii (Iz 7,17), której rzekomo według minimalistów nigdy nie było. A Niesiołowski-Spano usiłuje wmawiać, że wszystkie te opowieści o patriarchach, Wyjściu z Egiptu i Zjednoczonej Monarchii to bajki wymyślone lub znacznie wyolbrzymione w epoce perskiej…

Niesiołowski-Spano twierdzi również, że kodyfikacja Prawa, powstanie Tory, nastąpiło w epoce perskiej w wyniku jakoby nacisku władz perskich na uporządkowanie spraw administracyjnych. A przepisy Tory mają rzekomo kontekst czasów jedynie tejże konkretnej epoki i zostały ustalone głównie dla zabezpieczenia ekonomicznych interesów wąskiej kasty jerozolimskich kapłanów, powołując się na autorytet legendarnego Mojżesza. Tymczasem, jak widzimy, tak wcale być nie musiało. Niesiołowski-Spano arbitralnie odrzuca jako zmyślenia te fakty, które mu nie pasują, jak np. opowieść o odnalezieniu Księgi Prawa za króla Jozjasza,czy nawiązania do Tory we wcześniejszych księgach prorockich. Niemniej jednak faktem jest, że według narracji biblijnej, znajomość Prawa w perskiej prowincji Jehud przywrócił powracający z Babilonu kapłan Ezdrasz (którego działalność datuje się na 458 lub 398 r. p.n.e., zależnie o którego króla perskiego Artakserksesa chodzi). I na ogół uważa się, że mniej więcej w tych czasach nastąpiła ostateczna redakcja Pięcioksięgu w znanej nam formie. Podobnie jak w czasach monarchii przez jakieś 100 lat po odbudowaniu Świątyni Jerozolimskiej w 515 r. p.n.e. kult żydowski odbywał się bez jednoznacznie ustalonego tekstu Prawa. A jednak nie można powiedzieć, że w tym okresie Prawo nie istniało. I pewne niewyjaśnione zagadki wciąż pozostają. Dlaczego np. Samarytanie, choć jak wiemy z historii, nienawidzili się z Żydami, mają prawie (istnieją drobne różnice tekstualne oraz kilka typowo samarytańskich dodatków) dokładnie taką samą wersję Pięcioksięgu jak Żydzi?

Dalszy ciąg historii Żydów począwszy od podbojów Aleksandra Wielkiego to już standard i ogólny przebieg wydarzeń jest dobrze znany, choć oczywiście istnieją dyskusje na temat wiarygodności relacji o poszczególnych epizodach. I tak, jeśli chodzi np. o Księgi Machabejskie, to na ogół uznaje się, że w miarę wiarygodnie przedstawiają one przebieg wydarzeń, lecz spory i kontrowersje toczą się o interpretacje tychże wydarzeń oraz motywy poszczególnych postaci historycznych. Wybielanie działań Antiocha IV Epifanesa, który rzekomo nie miał być aż taki, zły, a głównym przeciwnikiem Machabeuszów mieli być nadmiernie prohelleńsko nastawieni inni Żydzi, stało się wręcz pewnym standardem w pracach rewizjonistów historycznych. Ale to temat na osobną dyskusję, która nie jest aż tak istotna, jeśli chodzi o samo przesłanie Biblii. Niesiołowski-Spano w swojej antybiblijnej niechęci skrajnie późno (często dopiero w epoce hellenistycznej) umiejscawia też powstanie niektórych pism Starego Testamentu, głównie ksiąg mądrościowych. Ale to również temat na osobną dyskusję.

 

Część II: Żydzi w świecie rzymskim (Krystyna Stebnicka)

 

Część druga podzielona jest na osiem rozdziałów, znacznie krótszych niż w części pierwszej, bardzo zwięźle opisujących historię Żydów i Palestyny od podboju rzymskiego w 63 r. p.n.e. do podboju arabskiego w latach 30-tych VII wieku n.e. A więc po kolei: interwencja Pompejusza i podporządkowanie państwa żydowskiego Rzymowi, rządy Heroda Wielkiego i jego dynastii, Judea prowincją rzymską, powstania żydowskie i zburzenie Świątyni, rzymskie porządki i pogańską kolonizacja Palestyny, losy Żydów w diasporze, chrystianizacja cesarstwa rzymskiego i relacje żydowsko-chrześcijańskie, VII w., najazdy perskie i arabskie i ostatecznie podbój Palestyny przez muzułmanów. Jest to dość standardowa historia, koncentrująca się jednak głównie na sprawach społecznych i gospodarczych, a w mniejszym stopniu na religijnych.

Powstanie chrześcijaństwa wzmiankowane jest bardzo pobieżnie. Mamy ramkę „Jezus z Nazaretu” (str. 299-301). Dość standardowy opis historii Jezusa, zawierający jednak kilka bzdur. Jezus pochodził z Galilei i tam się urodził (wskazanie judzkiego Betlejem jako miejsca narodzin nastąpiło w wyniku tworzenia genealogii Jezusa jako potomka Dawida oraz Mesjasza). Dalej: Nauki Jezusa [...] skierowane były, wbrew późniejszej tradycji, wyłącznie do Żydów. Także: Jezus miał siebie określać mianem syna człowieczego (czyli człowieka, a nie Boga). Oraz: Wtedy (w momencie spisania Ewangelii) zapewne opracowano koncepcję Jezusa jako Syna Bożego (ale jeszcze nie postrzegano go jako Boga). Nie ma sensu polemizowanie z tymi twierdzeniami w tym miejscu, w tej recenzji, Na naszym portalu znajduje się bowiem wiele odpowiednich artykułów, gdzie te sprawy są poruszone.

Jeśli chodzi o skomplikowaną i budzącą nieraz wiele kontrowersji kwestię relacji chrześcijańsko-żydowskich to w moim przynajmniej odczuciu, Stebnicka nie faworyzuje specjalnie żadnej ze stron. Ale pozostawiam to do oceny bardziej obeznanym w tej tematyce. Natomiast co do powstania judaizmu rabinicznego, to Stebnicka otwarcie przyznaje (str. 340), że podziela poglądy minimalistyczne, uważające, że wpływ rabinów i ich nauczania na wspólnoty żydowskie był w II-III w. tak naprawdę mocno ograniczony. Jest to jednak kwestia, którą może bardziej zainteresować (i ewentualnie skłonić do polemiki) środowiska żydowskie niż chrześcijańskie.

 

Podsumowanie

Teraz, po lekturze całej książki, jak można ocenić wartość podręcznika Niesiołowskiego-Spano & Stebnickiej oraz przedstawionej tam wizji historii Narodu Wybranego? Mam mocno mieszane uczucia. Z jednej strony książka zawiera bardzo wiele wartościowych informacji na temat Palestyny i jej realiów w epoce starożytnej. Z drugiej strony, jak to się można było spodziewać, w moim odczuciu przynajmniej Część I autorstwa Niesiołowskiego-Spano jest napisana w sposób skrajnie nieobiektywny i uprzedzony do relacji biblijnej. Jak przystało na minimalistę, jest to po prostu systematyczny negacjonizm niemal całej historii biblijnej, przynajmniej w jej najwcześniejszych okresach. I zastępowanie jej, co tu dużo mówić, po prostu własnymi wymysłami, opartymi na subiektywnych przekonaniach, że „tak właśnie musiało być”. Opartych zwyczajnie na założeniach ideologicznych, czysto materialistycznych i uprzedzonych do jakiejkolwiek idei nadnaturalnej opieki Bożej Opatrzności nad Narodem Wybranym (który miał się jakoby niczym nie różnić od sąsiednich narodów na Bliskim Wschodzie).

Niesiołowski-Spano co prawda, o ile wiem, nigdy nie wypowiadał się publicznie na temat swoich poglądów religijnych (i nie mam zamiaru wnikać, jakie one są), jednak takie teorie, jakie on przedstawia, mają po prostu za zdanie w czysto naturalistyczny sposób „wyjaśnić” pochodzenie danej religii. Oczywiście w książce do historii nie ma dyskusji, czy Jahwe rzeczywiście istnieje i jest jedynym wszechmocnym Bogiem, to jednak twierdzenia, że jakoby pierwotny kult lokalnego politeistycznego bóstwa miał być przerobiony przez małą wpływową grupę na uniwersalistyczną ideę monoteizmu, stanowi oręż w propagandzie ateistów. Że cała ta wiara w Boga to po prostu zmyślona przed wiekami ściema. Naturalistyczne podejście Niesiołowskiego-Spano sprawia, że zaprzecza on wszystkim biblijnym epizodom, które nie pasują do tej odgórnie przyjętej wizji, a więc historii Patriarchów, Wyjściu z Egiptu, gdzie mamy cud na cudzie, bezpośrednią ingerencję Boga, a także Zjednoczonej Monarchii. Pobożny Dawid nie mógł z pomocą Bożą zbudować potężnego królestwa Izraela, które w tamtym okresie miało dominować w Lewancie, a jego syn Salomon ustanowić centralny punkt kultu Jahwe dla całego Izraela: Świątyni Jerozolimskiej. Tylko w przypadku epizodów, które nie kolidują z jego wizją, Niesiołowski-Spano jest wyraźnie bardziej tolerancyjny. Imiona Sędziów czy pierwszych królów północnego Izraela mogą być historyczne, podobnie jak opowieści o czynach Dawida jako lokalnego watażki. Ale narracja jak został królem całego Izraela i doprowadził go do potęgi to już fikcja. Kult Jahwe mogła przynieść mała grupka koczowników z półwyspu Synaj, ale opowieści o wędrówce całego Narodu do Ziemi Obiecanej to już miałyby być legendy. Wybiórczość podchodzenia do relacji biblijnych wedle z góry narzuconych kryteriów jest tu ewidentna. Niesiołowski-Spano stara się datować poszczególne księgi biblijne tak skrajnie późno, jak tylko się da i nie przepuszcza także żadnej okazji, by „dowalić” opowieściom biblijnym i powywracać je do góry nogami. Szczególnie zaś opisom kultu Jahwe, który miał jakoby nie różnić się od innych podobnych kultów w Kanaanie. Dlatego, starając się go obrzydzić, na podstawie zupełnie przekręconych określonych wersetów biblijnych stara się wmówić, że niby praktykował on te same rytuały co inne kulty, w tym prostytucję sakralną i ofiary molk z dzieci.

Przykładowo wzmianka o prostytucji sakralnej. Niesiołowski-Spano pisze na str. 89: Niepewna wzmianka w 1 Sm 2,22 sugeruje praktykowanie prostytucji sakralnej. Przytoczmy tę wzmiankę (w tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia): Heli był już bardzo stary. Słyszał on, jak postępowali jego synowie wobec wszystkich Izraelitów <i to, że żyli z kobietami, które służyły przy wejściu do Namiotu Spotkania>. (nawiasy <> wskazują na brak tego fragmentu w greckim tłumaczeniu Septuaginty). Widać wyraźnie, że tekst biblijny mówi po prostu o nadużyciach synów arcykapłana Helego (za które w końcu zapłacili śmiercią). Tymczasem Niesiołowski-Spano wmawia, jakoby było to świadectwo uprawiania regularnej prostytucji sakralnej w Przybytku Pańskim… Albo ofiary molk. Str. 171: Ofiary molk składane były w Jerozolimie dla Jahwe. Biblia zawiera wyraźne zapisy o konieczności oddania bogu (sic!) pierworodnych w tym ludzi (Wj 13,2). Zakaz ofiar molk wprowadza dopiero Księga Kapłańska (Kpł 18,21; 20,2-3), zapewne powstała w VI w. Tego, że wg Lb 18,15-18 pierworodnych ludzi i zwierząt nieczystych wykupywano za pieniądze, to oczywiście Niesiołowski-Spano nie pisze… I podobnych manipulacji, niespójności i nazbyt swobodnych (nad)interpretacji tekstu biblijnego jest w książce mnóstwo. Niektóre wymieniliśmy w opisie poszczególnych rozdziałów (jak np. rzekome twierdze Filistynów na terytorium izraelickim, czy brak imion jahwistycznych przed połową IX w.). I są one w recenzowanym (recenzenci naukowi: prof. dr hab. Edward Dąbrowa i prof. dr hab. Adam Ziółkowski) podręczniku akademickim prezentowane jako jakoby powszechnie uznawane fakty... Moim zdaniem, jest to po prostu postępowanie nieuczciwe i haniebne! I taki człowiek (który tak naprawdę przynosi wstyd Uniwersytetowi Warszawskiemu) nosi tytuł naukowy i jest zapraszany do mediów jako ekspert...

O ile wiem, Niesiołowski-Spano nigdy nie deklarował się jako marksista, jednak tak naprawdę jego wykład ma wiele punktów zbieżnych z podejściem marksistów do historiografii. Ta sama wiara w pewien determinizm dziejowy, to, że wszystkie społeczeństwa na danym etapie rozwoju są do siebie podobne, i rządzą nimi te same prawidła, które da się jednoznacznie określić. Że pewne analogie wzięte z jednego społeczeństwa można bez praktycznie żadnych zmian zastosować do drugiego. A jeśli pojawia się jakaś anomalia (np. pojawienie się monoteizmu wśród Żydów), to można ją w pełni wyjaśnić za pomocą ad hoc wymyślonej hipotezy. Że główną rolę odgrywają nieuchronne procesy społeczne, a rola wybitnych jednostek jest marginalna. Że liczą się przede wszystkim kwestie materialne (byt kształtuje świadomość), a abstrakcyjne idee mają znaczenie drugorzędne (patrz kwestie przepisów ekonomicznych w Torze). Itd. Historiografia marksistowska pretendowała do ustalania w sposób „naukowy” i całkowicie obiektywny absolutnie pewnych „faktów” historycznych, „wyjaśniając” historię. Tylko że niezależni historycy wskazywali całą masę przykładów, kiedy marksistowskie teorie po prostu nie pasowały do znanych z historii społeczeństw. Z drugiej strony Niesiołowski-Spano w przeciwieństwie do marksistów przesadnie akcentuje rolę elit jako mających stanowić rzekomo jako jedyne siłę sprawczą. A lud, jego zwyczaje i tradycje miałyby się zupełnie nie liczyć, wszystko można mu narzucić. Czym nawiązuje do konkurencyjnej (ale w sumie opierającej się na podobnych podstawach) do marksizmu socjologicznej szkoły elitystycznej. Od wielce dyskusyjnych poglądów jednej akademickiej sekty do poglądów drugiej…

W każdym razie tak naprawdę Niesiołowski-Spano w swojej książce czy wykładach nie prezentuje tak naprawdę nic specjalnie oryginalnego, jakichś nowych genialnych odkryć źródeł czy artefaktów, które zrewolucjonizowałyby naszą wiedzę o starożytnym Izraelu i jednoznacznie naukowo by wykazały, że opowieści biblijne to kłamstwo czy jedynie zbiór bajek. Przeciwnie, ja osobiście mam wrażenie, że zrobił on karierę, po prostu importując i przeszczepiając na polski grunt dobrze znane z innych publikacji twierdzenia zagranicznych biblijnych minimalistów. Jedyne, w czym potrafię się dopatrzeć jakiejś kreatywności Niesiołowskiego-Spano, to jego własne oryginalne pomysły na szkalowanie poszczególnych relacji biblijnych. Wyrywać wersety z kontekstu każdy prostak potrafi. Oczywiście minimaliści w tym Niesiołowski-Spano buńczucznie starają się wmówić, że to tylko oni mają całkowitą rację, że ich poglądy są obiektywnie i jednoznacznie ustalonymi przez naukę faktami. Nie są. A metody, jakimi posługują się minimaliści, może i są w pewnym sensie „naukowe”, ale w gruncie rzeczy są one tak naprawdę bałamutne. O co chodzi. Jeśli bowiem Biblię z góry uznajemy za zbiór bajeczek i wyrzucamy do kosza, to historię Izraela musimy rekonstruować właśnie innymi „naukowymi” metodami. Podobnie jak historię innych ościennych narodów Bliskiego Wschodu, po których nie zachowały się niestety źródła pisane podobne do Biblii. Czyli musimy polegać głównie na archeologii i przypuszczeniach wziętych z analogii czy na podstawie etymologii. Czyli niby na „naukowych”, ale bardzo zawodnych metodach. Hipotezy tworzone na ich podstawie bardzo rzadko wytrzymują konfrontację z nowymi odkryciami czy znanymi relacjami pisemnymi. Rzecz jasna minimaliści zdają sobie sprawę, że całkowicie źródła pisanego, jakim jest Biblia, odrzucać nie można. Tyle że stosując ich podejście, w sposób arbitralny przyjmując sobie, które fragmenty są historyczne, a które nie, i dowolnie żonglując datowaniem ksiąg biblijnych, można dojść do dowolnych, zupełnie absurdalnych wniosków. Co pokazuje, jak bardzo chore jest podejście minimalistyczne… Moim zdaniem tu wcale nie chodzi o fakty, a po prostu o propagandę.

Ale z drugiej strony musimy oddać też pewną sprawiedliwość minimalistom, że często zwracają oni uwagę na dość istotne kwestie, które rzadko były poruszane w tradycyjnych opracowaniach historii biblijnego Izraela. Jak na przykład pochodzenie i dokładna datacja spisania ksiąg biblijnych, na jakich źródłach się one opierają, ciągłość izraelskiej tradycji historycznej i jaką mamy gwarancję mamy, że opowieści biblijne naprawdę oddają wiernie rzeczywiste historyczne fakty (a ukazanie przez Niesiołowskiego-Spano na szarym tle wydarzeń znanych tylko z relacji biblijnej, choć może wydawać się uwłaczające, ukazuje, jak w wielu nawet uznawanych za bezsporne kwestiach Biblia jest jedynym źródłem). A także właśnie czynniki środowiskowe, socjologiczne, ekonomiczne i polityczne, które również są istotne (choć wbrew twierdzeniom wielu minimalistów nie determinują wszystkiego). Słusznym jest twierdzenie, że współczesny opis historii starożytnego Izraela nie może być tylko prostą parafrazą historii biblijnej. Musi on uwzględniać, także źródła pozabiblijne, dane z archeologii, analizy ekonomiczne i socjologiczne itp. I jakoś starać się wpisać historyczną opowieść biblijną (która jest, jak już zauważyliśmy, niekompletna, a równocześnie pisana głównie z perspektywy religijnej, natomiast inne aspekty polityczne, ekonomiczne, dyplomatyczne, militarne miały dla biblijnych dziejopisów mniejsze znaczenie) w szerszy kontekst ogólnej historii świata. Co jest pewnym wyzwaniem, niełatwym, ale nie beznadziejnym. Co prawda historyczność wielu narracji biblijnych, szczególnie dotyczących wydarzeń najdawniejszych, jest wciąż daleka od udowodnienia. Ale twierdzenia minimalistów, że jakoby nie da się ich pogodzić z danymi naukowymi, ze znaną historią Bliskiego Wschodu, to nie fakty. To po prostu bezmyślność.

Ostateczna ocena „Historii Żydów w starożytności: od Thotmesa do Mahometa”. Czy jest to tylko bezwartościowy propagandowy gniot? Nie do końca. Jest to po prostu specyficzne specyficzne ujęcie historii Izraela, w które niekoniecznie należy wierzyć, ale z którym warto się zapoznać -choćby tylko po to, by przekonać się, w jaki sposób atakuje się wiarygodność Biblii. Ale nie tylko, bo właśnie koncentrując się (w całym zakresie chronologicznym, jaki obejmuje książka) na aspektach ekonomicznych i społecznych, jest właśnie w tych zagadnieniach wartościowym źródłem informacji. Niewątpliwie na plus należy zaliczyć książce dobry zestaw mapek, ilustracji oraz (w obydwu Częściach) wybór prezentowanych w ramkach tekstów źródłowych, często wcześniej nieprzetłumaczonych na język polski. Wydaje się, że do podręcznika Niesiołowskiego-Spano & Stebnickiej należy zastosować podejście takie, jak kiedyś się stosowało do wielu mocno zakłamanych książek historycznych w PRL-u. Czytać, starać się wyciągnąć z nich jak najwięcej niezafałszowanych faktów, ale nie podchodzić do tych pozycji bezkrytycznie.

Omówiwszy ogólnie poglądy Niesiołowskiego-Spano, w podręczniku, którego jest współautorem, teraz w kolejnych artykułach będziemy mogli podjąć się polemiki z poszczególnymi konkretnymi kwestiami, gdzie atakuje on relacje biblijne.

 

Wrzesień 2023

 

 

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości